sobota, 4 stycznia 2014

Restauracja "Ganesh" w Płocku

   Moi drodzy ostatnio szczęście mi dopisuje. Nie dość, że testowałam niedawno dania w restauracji "Browar Staromiejski" w Toruniu to teraz miałam okazję znaleźć się w indyjskiej restauracji " Ganesh" w Płocku. A wszystko to dzięki portalowi "Uroda i zdrowie", który to ogłosił akcję " Blogerzy smakują".
Dziękuję Wam bardzo:-).
Otóż jakoś tak się złożyło, że nigdy wcześniej nie miałam sposobności raczyć się kuchnią indyjską, więc bardzo ucieszyła mnie ta wizyta. Restauracja "Ganesh" znajduje się w galerii "Wisła "w Płocku. Aby tam dotrzeć( ja jestem z Włocławka więc jechałam tam samochodem) wyszukujemy w nawigacji galeria "Wisła" ul.Wyszogrodzka 144.  Wjeżdżamy schodami na samą górę, tam gdzie znajdują się przeróżne knajpki z jedzeniem i bez trudu odnajdujemy naszą indyjkę. Wystój, jak to wystrój w takich miejscach, wiadomo. Nie oczekiwałam tutaj pięknej porcelany czy też krzeseł wyściełanych atłasem. Było czysto i to najważniejsze w tak przepełnionych miejscach.
Gdy dotarłam do lady, aby zamówić jedzenie przywitała mnie niezwykle miła i uśmiechnięta dziewczyna, która cierpliwie tłumaczyła mi po kolei ichniejsze dania, co z czym się je i w ogóle.Bardzo fajną rzeczą, która niezwykle mi się podobała i która jest zastosowana w "Ganeshu" to gotowanie na oczach klientów. Przez cały czas widziałam dwóch  hindusów ( bardzo sympatycznych zresztą), którzy cały czas na moich oczach przygotowywali pyszności. Nie była to jakaś kuchnia a`la indyjska tylko naprawdę kulinarne specjały prosto z Bombaju:-).
Przyznam szczerze, że najadłam się ( wręcz bym mogła powiedzieć nażarłam - nie powiem jak co:-) do syta. Pierwszym smakołykiem był serek indyjski - Paneer Tika (8zł). Jest to serek marynowany w sosie jogurtowym. Jest on podany w formie szaszłyka , przekładany warzywami - pomidorami, cebulą i papryką.
Muszę przyznać, że pierwszy raz w życiu byłam tak zdziwiona smakiem papryki, że aż trzykrotnie pytałam kucharza czy aby na pewno rozmawiamy o tej samej papryce. Niesamowity smak. Naprawdę. Prędzej dałabym sobie rękę uciąć niż bym powiedziała, że to papryka,  ot taka zwykła zielona. A jednak. Można? Można:P.
Kolejną ciekawą i smaczną rzeczą była zupa z baraniną. Owa zupa bardzo w smaku przypominała mi nasze rodzime flaki.Lekko galaretkowata. Pikantna, przyjemnie drażniła moje kubki smakowe.Delikatnie paliła mnie w przełyk i usta, aczkolwiek nie było to nic nieprzyjemnego.
Teraz czas na cieciorkę indyjską w sosie cebulowo - pomidorowym czyli po indyjsku  Punjabi Chana Masala( 18zł). Wcześniej tzn. przed wizytą w Maroku nigdy nie jadłam cieciorki i jakoś nie pragnęłam tego robić. Jakoś nie czułam takiej potrzeby. Jednak jak wiadomo, jak się czegoś spróbuje i nam zasmakuje później próbujemy odtworzyć smaki, które są nam bliskie. Tak samo rzecz ma się z cieciorką. Ta w "Ganeshu" swoim smakiem przywołała w mej pamięci obrazy z cudownej wyprawy do Maroka. Była ona bardzo curry, sos pomidorowy był z pomidorów a nie z koncentratu. Ogólnie rzecz biorąc bardzo mi ona smakowała.
Dodatkiem do dań były placki Naan. Jeden był z maki pszennej czyli zwykły Naan ( 7zł), drugi z mąki indyjskiej Tandoori Roti (6zł).
Obydwa bardzo dobre, chociaż mi do gustu bardziej przypadł ten drugi. Czemu? Hmm, chyba tylko ze względu na mąkę, jeśli mam do wyboru jakąś inną niż pszenną prawie zawsze wybieram tą nie-pszenną. Placek był ciepły, chrupki. Idealny do rwania palcami i maczania w sosie. Służył za " wycieraczkę" do sosów, które były w daniach. Fajny zamiennik ziemniaków. I nietuczący. Ważne dla osób dbających o linię ( w tym mnie:-).Smakowitym kąskiem była też Kadai Mutton czyli baranina z papryką, cebulą, imbirem i chili w sosie curry. Mięso było dobrze przyprawione ( co zresztą jest powszechne w kuchniach gdzie używa się przypraw takich curry, kumin czy też garam masala), było kruche i bardzo smaczne. Strasznie ubolewam, że w naszej kuchni tak mało używamy baraniny, ona naprawdę jest smaczna, choć zdaję sobie sprawę że i trudno dostępna. W sosie były duże kawałki warzyw, a sam sos; hmm na jego wspomnienie ślinka mi cieknie.
Do picia skusiłam się na dwa napoje jogurtowe. Jeden to Lassi Aap ki Pasand - indyjski napój jogurtowy - ja zdecydowałam się na  smak słony. Był jeszcze naturalny i słodki. Drugi to Mango Lassi napój jogurtowy o smaku mango.
Obydwa były bardzo fajnie przyrządzone, każdy z nich był inny, ale łączyło je to , że były orzeźwiające i świetnie gasiły pragnienie.
Cóż,na koniec muszę jeszcze pozdrowić niezwykłego szefa kuchni  w tym przybytku - młodego hindusa, który jest w Polsce od 4 lat, mówi bardzo dobrze po polsku i powiedział mi ,że bardzo mu się u nas podoba i chciałby już zostać w naszym kraju, czego z całego serca mu życzę. Gotuje on fenomenalnie.
Jeśli będziecie mieć czas i okazję być w Galerii Wisła w Płocku zajrzyjcie do "Ganesha" koniecznie.
Płocka strona "Ganeshu"

P.S. Muszę tutaj się wygadać, że jak kiedyś pojechaliśmy z mężem do Gdańska i przy okazji wskoczyliśmy na taki pasaż handlowy ( nie pamiętam już nazwy) aby zaopatrzyć się właśnie w baraninę i jagnięcinę to tam było jej pod dostatkiem. Kupiliśmy nasze mięsko;bagatela -  uwaga 15 kg! Pani dała nam jeszcze upusty:-).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz